Piekło to ja top

Piekło to ja!

Wielki boże, jakże tu pięknie i zaraz mi serce pęknie od patrzenia, nie mam wytchnienia ani oddechu, więc bez pośpiechu idę w słońce, wszędzie kwiaty, idę po łące, i gdzie nie spojrzę, tam róże, fiołki i hortensje. Skrzą się, pną się i kołyszą. O tak, już jest dobrze.

Czuję, jak w mej piersi wzbiera, jak mnie rozpiera okrzyk zachwytu nad pięknem niebytu. No i dreszcze jeszcze, jakby sturęczna dziewka łaskotała każdy kawałek mego eterycznego ciała. Zawrót głowy, potok wrażeń, wywar z rojeń i sok z marzeń, a do tego myśl przemiła, że no chyba zasłużyła dusza moja na tę chwilę.

Wtedy widzę, że w oddali przez kolory siarek, kwarców, jadeitów, ametystów i opali czarna postać się przebija, ku mnie bieży, kto nie wierzy, niech nie wierzy. Czy to bóg w swojej osobie, święty albo prorok, może strażnik niebiańskiego gaju lub odźwierny raju bramy – nie wiem – zobaczymy, poczekamy.

piekło to ja 1

***

O świński losie, na co ja się porywam? Zasrana chciwość, kochane pieniążki, po cholerę mi aż tyle? Hmm… trzy kapelusze. Jeśli mnie nie zabiją, to na pewno nie wzmocnią. I kołpaczek, o tak, maluśki, bez ciebie nie lecę; srał pies szybki transfer. Wyrzut rozpieprzy jaźń w drobny mak i jeszcze pobłądzę.

No nic. Szlag mnie kiedyś trafi na dobre. Już teraz z mojej wątroby wywróżyć można losy świata sto pokoleń w przód. Gdyby nie strzępiaki przed każdym wylotem, dawno żyłbym w cieniu jak ten grzyb.

Cholera święta, i jeszcze azurek. Po nim mam sraczkę. I czarny maślak – to musowo, dla efektu, dla czaru. Gapiów wystrzeli z łapci, a mnie na orbitę.

Bo z grzybogami nie ma żartów! No i z ludźmi też. Wszystko biorą na poważnie, nawet śmierć. Najpierw zgrywają pawiana, a potem „ratunku!” do szamana. Psie dusze bez umiaru, gdyby mogli cofać czas, rozpieprzyliby go w trymiga.

Przeklęte wieśniaki, wypruły się chyba ze wszystkich zaskórniaków. Żadnego szacunku nie mają dla praw natury. Z chorymi to inna para sandałów, przecież każdy chce wrócić do zdrowia albo choćby życia. Co zrobić, pieniądze nie spadają z drzewa, ale z nieba.

No to jazda! Grzybowa wróżko, ściel mi łóżko!

piekło to ja 2

***

O, leży, cholera, twarzą do ziemi, jeśli jest tu w ogóle jakaś ziemia. Za kogo on mnie bierze, do czorta? Nie mam czasu na takie głupoty.

– Wstawaj, wstawaj, Duszan, przybyłem, aby zabrać cię z powrotem. Wiesz, rodzice bardzo tęsknią, żyć mi nie dają…

Czy to żart, bogowie ze mnie kpią? O panie niebieski, poznaję, toż to szaman Symiadej, ten prostak, szelma i swawolnik. Czy on do reszty zwariował?

– Nigdzie się nie wybieram, tu jest raj, człowieku, a nie jakiś zapuszczony wyprysk na tyłku świata.

Proszę, psiadusza, jaki światowiec. Trochę kwiatków i już mu zapachniało rajem.

– To poczekalnia, chłopcze. Trafiłeś tutaj na chwilę, aby powąchać nagrodę, której nigdy nie skosztujesz. Abyś wiedział, co straciłeś. Myślałeś, naiwniaku, że samobójcy idą do nieba? Pfff! Zwiedziłem wszystkie piętra naszych zaświatów i wiesz, gdzie znalazłem tych, co zginęli z własnej ręki? W Nigdzie. Tak, tak, śmiej się, śmiej. Oto co dostaniesz – bezczas, bezruch i beznadzieję. Pocoś ty w ogóle to sobie zrobił?

Po co zrobiłem? Lepiej zapytaj, po co żyłem? Po co przyszedłem na świat w rodzinie kopaczy? Dlaczego moje ciało wyrosło z ziemi z przeznaczeniem, by tę ziemię uprawiać, dusza zaś spłynęła z góry, aby w górę sięgać, z góry czerpać?

– Chciałem być poetą! Żywą księgą wiary. Bez zgody rodziców nie przyjęliby mnie do żadnej szkoły śpiewaków. Mogłem uciec, owszem, ale ścigałyby mnie duchy przodków…

Rozumiem, nie chciał, aby rodzina odnalazła ciało, wezwała szamana i sprowadziła duszę z powrotem.

– Dlatego skoczyłeś do kloacznego dołu? Tak się złożyło, że widział cię jakiś dzieciak. Tknięty sumieniem doniósł rodzinie, niestety dopiero po trzech dniach. Zdążyłeś już trochę spuchnąć, ale kobiety się postarały; będziesz, jak nowo narodzony.

Nie dadzą mi nawet spokojnie umrzeć, nawet śmierć mnie nie wyzwoli spod ich władzy. Co ja mam począć?

– Mam zaufać najętemu łgarzowi?

O, pyskaty młokos!

– Zjadłem zęby razem z grzybami na takich podróżach. Młody jesteś, mało wiesz o świecie, a co dopiero o Nie-świecie. Wydaje ci się, że jesteś tu chwilę, albo bóg wie ile. Czas w zaświatach to kapryśna istota. Kwadrans może trwać pół godziny, a godzina wlec przez rok. W dwie minuty starzejesz się jak przez dekadę, dzień dłuży się bez końca, a tydzień goni tydzień. Dlatego musimy się pośpieszyć, chłopcze.

Po co? Do czego mam wracać? Tam jest moje piekło.

– Zostaję!

A to baran jeden. Może mu powiem, że jeśli wrócę z pustymi rękami, rodzinie nie zostanie nic innego, jak złożyć ciało do grobu, o ile mają jeszcze pieniądze na ceremonie pogrzebowe? W przeciwnym wypadku Duszan i tak wróci, ale jako pokutny duch.

– Szkoda, twoja wola, chłopcze. Gdyby się rozeszło, że wróciłeś z martwych, że widziałeś, co jest za zasłoną śmierci. Cholera, ludzie płaciliby za każde słowo z twoich ust.

Zwodzi mnie. Kusi wężowym językiem, który szamani mają ukryty pod tym ludzkim. Ech… gdyby to mogło być prawdą. Jakże chciałbym opisać ludziom całe piękno tego miejsca, dobro tego świata, spokój i harmonię… wlać trochę nadziei w serca człowiecze, odmalować przed oczami pejzaż szczęśliwości…

– Zgoda!

Co takiego?

– No, chłopcze, zmądrzałeś wreszcie, słuszny wybór. Nie ma co zwlekać, podajmy sobie dłonie i wracajmy do domu.

piekło to ja 3

***

Podali sobie ręce i dusza Duszana wróciła kanałem mediumicznym na ziemski plan. Szaman Symiadej mimo wieloletniego treningu introspekcyjnych technik kontemplacyjnych i doświadczenia w sztuce transu i ekstazy utknął po drugiej stronie. Z jakiś nieznanych ludziom powodów nie mógł wrócić. Wkrótce jego ciało zaczęło cuchnąć, rozdymać się i gnić, a potem zniknęło wyrzucone na pustynię.

Duszan wydobyty z bagna niewiedzy, otworzył się na medytację i odbiór pozazmysłowy. Zaczął znów pisać. Wyrzucał świadomość z ciała na papier i pisał całym sobą czerpiąc natchnienie z duchowych wizji. Szybko okrył, że jest genialny i przemawia bożym głosem.

Ludzie zrobili, co mogli. Ujęli oświeconego Duszana i zabili go na wzgórzu za wioską.

Co niby mieli począć z samobójcą, który wrócił z piekieł, doprowadził do śmierci szamana, a potem okrzyknął się mesjaszem?

Chcesz zbawienia ode złego, zbaw się od siebie samego”. (jakiś mędrzec)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.